16 października 2013

Rozdział 6

- No gadaj! - wybuchnęłam. Spojrzałam na nią. Jeszcze bardziej się przestraszyła... zasmuciła? - Karinka przepraszam... Chcę ci pomóc, nie mogę patrzeć jak się smucisz. Pamiętasz? - zapytałam z uśmiechem dotykając łańcuszka na jej nadgarstku. Zbliżyłam go do takiego samego, na mojej ręce i połączyłam. Utworzył się napis 'Best fucking friends'. - Na zawsze razem. Pamiętaj. A teraz mów.
 - No więc, wiesz, że mój brat zginął w wypadku samolotowym? - spytała, po czym spuściła wzrok na podłogę. Położyłam swoją dłoń na jej udzie i zaczęłam poklepywać. Złapała głęboki oddech i zaczęła mówić dalej. Nie musiała, wszystko miałam jasno przed oczami. Ale nie chciałam wyjść na debilkę, która nie wysłucha przyjaciółki.
- Od tamtego czasu strasznie boję się wszystkiego co lata wysoko nad ziemią. Helikopterów, spadochronów, a w szczególności samolotów. - spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem, na co tylko się uśmiechnęła. - Dlaczego się szczerzysz?! To nie jest śmieszne!
- Kochanie. Czy lecisz sama?
- Nie...
- Będę tam z tobą?
- Tak...
- Ufasz mi?
- No tak, ale...
- Nie ma żadnego ale, zrozumiano? Najważniejsze jest to, że mi ufasz. Przecież lot nie trwa wieczność. Damy sobie radę. We dwie. - powiedziałam, ale odpowiedzi nie otrzymałam. Karina wtuliła się we mnie najmocniej jak umiała. Nie mogę jej teraz zostawić. Nie w takim momencie. Sprytnie wyciągnęłam z kieszeni telefon i szybko napisałam do taty. 'Hej tato! Śpię dziś u Karinki, oki? Nie idę do szkoły więc nic do stracenia :) Kocham mocno. Wrócę jutro :*'. Rzuciłam telefon na łóżko i powiedziałam przyjaciółce, że zostaję u niej na noc. Ucieszyła się jak małe dziecko i przytuliła mnie jeszcze mocniej.
   Mama Karinki - pani Gosia - zawsze mi mówiła, że jestem mile widziana w ich domu. Więc nie bałam się, że nie pozwoli mi nocować u przyjaciółki. Wyszłyśmy z pokoju i weszłyśmy do kuchni. Karina promieniowała szczęściem i zadowoleniem.
- Córciu, co się stało? Wszystko dobrze? - pytała pani Gosia. Jeszcze pół godziny temu jej córka była w załamaniu nerwowym, a teraz tryska radością. W sumie to mogła się zdziwić.
- Nie nic, po prostu mam najlepszą przyjaciółkę na świecie. Łucja dzisiaj u mnie przenocuje, oki?
- Jeśli to problem proszę pani to...
- Jakie proszę pani? Ile razy mam ci powtarzać, że możesz mi mówić ciociu? - kobieta zaśmiała się, a ja oczywiście zarumieniłam. CIOCIA Gosia zauważyła to i od razu do mnie podeszła.
- Jeśli się krępujesz to mogę być dla ciebie pani, ale czuję sie staro jak ktoś tak do mnie mówi. - uśmiechnęła się do mnie szczerze.

~*~

- I ostatnia osoba z klasy pani Rabczewskiej kończąca ten rok szkolny z czerwonym paskiem na świadectwie-Łucja Czajkowska. - Usłyszałam swoje nazwisko i wyszłam na środek sali. Otrzymałam wynik mojej ciężkiej pracy przez cały rok szkolny i zarumieniłam się przed całą szkołą. A co mi tam. Niech się śmieją. Przynajmniej mam pasek na świadectwie, a nie na dupie. Zachichotałam w duchu i wróciłam na swoje wcześniejsze miejsce. Siedziałam i siedziałam. Nudziłam się jak nigdy. Nawet na matmie jest lepiej. W końcu usłyszałam upragnione: 'Spokojnych, bezpiecznych i najlepszych wakacji w waszym życiu kochani-do zobaczenia za rok!'-dyrektorka zakończyła tę piękną uroczystość i zaczęła się przepychanka do drzwi. Chłopcy jak małe dzieci wyprzedzali dziewczyny, zadeptując im przy tym piękne buty. 'Ale dżentelmeni'-pomyślałam w duchu i czekałam, aż wszyscy wyjdą. Wolę opuścić szkołę z honorem, wyglądając [przy tym idealnie, niż z potarganymi włosami i brudnymi butami.
   Nareszcie poczułam wakacyjne powietrze. Zupełnie inaczej się teraz oddycha. Rozmyślałam nad tym chichocząc co chwilę. W pewnej chwili coś, a raczej ktoś złapał mnie za rękę. Obróciłam głowę i już myślałam, że to Karinka, a jednak...
- Co ty tu robisz Kacper?!
- Jak to co? Przyszedłem się pożegnać. Nie będę cię widział całe dwa miesiące. Z kim teraz będę chodził na basen i wcinał lody w parku? - powiedział z miną smutnego szczeniaczka.
- Oh Kacper...
- No co? - zaczął się śmiać, nawet nie wiem z czego. Patrzyłam na niego jak na debila, a on zmieszany tą sytuacją ogarnął się i Wyprostował.
- Lu! Musimy jechać! Bo się spóźnimy! - usłyszałam za sobą głos Kariny. Słychać było w nim delikatne przerażenie, ale i szczęście. Tak ogromne szczęście. Co się dziwić? W końcu za kilka godzin będziemy już w Londynie.
- To musimy się pożegnać Kacperku...- przeciągnęłam słodko ostatnią literkę jego imienia i uśmiechnęłam się słodko.
- To do zobaczenia mała. - pokazał ząbki i złapał mnie w talii, po czym podniósł do góry i mocno przytulił. Tak, jakby myślał, że już nigdy się nie zobaczymy.
- Debilu puść mnie, muszę iść. - powoli odchodziłam idąc cały czas tyłem. Machałam do przyjaciela, aż znalazłam się koło samochodu.
- Gotowa? - usłyszałam głos taty, kiedy wsiadłam do pojazdu.
- Jak nigdy dotąd. - odpowiedziałam pewnym siebie głosem.

~*~

- Proszę zapiąć pasy, za chwilę startujemy - usłyszałam po czym jednym, zwinnym ruchem wykonałam polecenie.
- Jej, Karinka, jak się cieszę. Cieszę, się, że jesteś tu ze mną. Że spędzimy razem wakacje. Że cię mam.
- To ja jestem ci wdzięczna. Nigdy nie odważyłabym się wsiąść do samolotu. - spojrzała na mnie oczami pełnymi miłości. Poczuła, że samolot startuje i chwyciła moją dłoń. Z każdą sekundą zaciskała ją coraz mocniej. Nie przejmowałam się tym. Chciałam tylko czuć, że jest bezpieczna. I chyba byłam. Już po kilku minutach mogliśmy odpiąć zabezpieczenie i swobodnie robić co nam się żywnie podoba. Moja 'siostra' wyciągnęła iPoda i słuchawki. Zawsze słuchała muzyki, gdy chciała się odstresować. Ja zaczęłam podziwiać widoki, które był za oknem. Nie mogłam się napatrzeć. Ty góry, za chwilę jeziora, rzeki. Cudne, piękne, nieziemskie. Te określenia najtrafniej opisywały te widoki. Potem niestety widziałam tylko białe obłoczki, co mnie trochę zmartwiło, ale i tak było pięknie. Nagle z głośników samolotowych wydobył się głos znanej nam już trochę stewardessy:
- Drodzy pasażerowie, dolatujemy już do Londynu. Za chwilę będziemy nad lotniskiem. Niestety koła podwoziowe nie chcą się wysunąć, więc będziemy próbować lądować bez nich. Prosimy o zachowanie spokoju i zapięcie pasów. Dziękujemy. - super. Nawet nie chciałam patrzeć na twarz Kariny. Co ja na niej zobaczę? Strach? Ból? Czy może jeszcze coś innego? Niechętnie, ale spojrzałam, przecież musiałam wiedzieć co się z nią dzieje. Obróciłam głowę i zobaczyłam... spokój? Niemożliwe... ale... Tak w oczach jest przerażenie. Ścisnęłam jej dłoń i sztucznie się uśmiechnęłam. Próbowałam się opanować i czekałam na nasze dalsze losy...


__________________________________
Jesteście kochani! Dziękuje za ponad pół tysiąca wyświetleń. To dla mnie wiele znaczy. I dziękuję za komentarze. Naprawdę motywują. Gdy je czytam od razu chce mi się pisać i częściej się uśmiecham. Życzę wszystkim dobrej nocy :) :*

1 komentarz: