20 października 2013

Rozdział 8

   Jakby przez mgłę słyszałam głośne szczekanie i wesoły chichot. Otworzyłam oczy i przeciągnęłam się. Nie patrząc w swoje odbicie zeszłam do salonu. Na samym jego środku siedziała drobna dziewczyna, a obok niej duży pies z wystającym językiem, który wesoło merdał ogonem. Wyglądało to jakby byli przyjaciółmi od zawsze, a nie od kilku godzin. Najwyraźniej Gustavek polubił Karinkę i z wzajemnością. Gdy tylko pies mnie zobaczył zerwał się i pobiegł się ze mną przywitać. W ułamek sekundy leżałam na drewnianej podłodze i starałam się odepchnąć zwierzaka, ale na marne stał nade mną i lizał moją twarz. Mimowolnie zaczęłam chichotać.
- Gustav! Nie wolno! - usłyszałam ostry głos cioci, która stanęła w progu wycierając ręce ściereczką. Pies posłuchał swojej pani i niechętnie przestał mnie lizać. Wrócił na swoje wcześniejsze miejsce i zaczął szturchać pyskiem moją przyjaciółkę.
- Słuchajcie dziewczynki, ja za niedługo jadę do pracy i trzeba będzie zająć się psem, możecie go potem nakarmić i wyjść z nim na spacer? - zapytała ciocia. Chwila moment... Jak to do pracy? Która jest godzina. Spojrzałam na wielki zegar, który znajdował się nad kominkiem i się przeraziłam. Jak to możliwe, że ja, taki wielki leń, wstaje sobie w wakację wpół do siódmej? Przecież to nielogiczne. Mniejsza z tym.
- Pewnie cioci! - odpowiedziała wesołym głosem Karina.
- To ja już będę się zbierać, przyjadę około 16. Klucze leżą na parapecie w przed pokoju. Do zobaczenia! - usłyszałam ostatnie słowa ciotki, a potem dźwięk zamykających sie drzwi.
- Jadłaś coś? - spytałam przyjaciółkę.
- Nie, idź sie ubrać a ja coś zrobię, oki?
- Ok.
   Podreptałam do swojego pokoju i wzięłam pierwszy lepszy strój. Przebrałam się w łazience, po czym zrobiłam sobie koka. Po 5 minutach siedziałam przy stole w kuchni pałaszując przepyszne tosty.
- Robisz najlepsze tosty pod słońcem, wiesz?
- Tak, wiem. Zawsze mi to mówisz. - zaśmiała się i zrobiła kolejny kęs.
- Idziemy zaraz z Gustavem, więc daję ci 10 minut na umycie się. Czas start!
   Znowu poszłam do łazienki. Nałożyłam pastę na szczoteczkę i zaczęłam wykonywać koliste ruchy ręką. Po 3 minutach wyplułam wszystko do zlewu i przepłukałam usta. Założyłam kolczyki ze znaczkiem Superman'a i zeszłam  do przedpokoju i włożyłam moje ulubione białe convers'y. Sięgnęłam po smycz zwierzaka, a on w mgnieniu oka znalazł się przy mnie. Poklepałam jego wielki łeb i założyłam mu obrożę. Nim się obejrzałam Karina trzymała klucze w dłoni i ruchem ręki wyganiała mnie z domu. Wyszła ostatnia i zamknęła go na cztery spusty.
- To gdzie idziemy? - zapytałam, kiedy zaczęłyśmy iść w nieznanym nam kierunku.
- Może do parku? Podobno kioło niego jest kawiarnia i lodziarnia. Mam przy sobie jakieś drobniaki, więc możemy iść na kawę lub lody.
- Wolę lody, kawa jest fu. - Karina od zawsze wiedziała, że nie przepadam za kawą i lubiła śmiać się z moich reakcji na propozycje, pójścia an kawę.
- Okej, to lody!
   W pewnej chwili poczułam mocne szarpnięcie. Gustav zobaczył jakiegoś kota i chciał się pobawić. Z tego wyszło tylko tyle, że ludzie zaczęli się na mnie dziwnie patrzeć, gdy Gustav szczekał na drzewo. Oczywiście nikt nie wiedział, że tam jest kot. Z pomocną Kariny odciągnęłam tego wielkoluda od drzewa i podreptałyśmy do parku. Wolno spacerowałyśmy podziwiając piękne widoki tego miejsca.
- To dziemy na te lody? - zagadałam po chwili ciszy.
- Pewnie, to chodź!
   Złapała mnie za rękę i  lekko pociągnęła. Szłyśmy dość długa. Nie miałam pojęcia kiedy zobaczę upragnioną budkę z lodami.
- Czy ty chociaż wiesz gdzie to jest? - zapytałam z lekkim poirytowaniem. Odpowiedziała mi tylko cisza. - Karina! Chcesz mi powiedzieć, że łazimy już pół godziny bez najmniejszego sensu?
- Dobra ciii. Ciocia mówiła, że jest niedaleko parku, więc bądź cierpliwa i nie marudź. - ja ją normalnie kiedyś uduszę.
   Doszłyśmy do jakiegoś wielkiego placu. W samym jego środku była ogromna, piękna fontanna. Naokoło niej przeróżne sklepy, kawiarnie i budki z jedzeniem. Zaczęłam iść w kierunku budki z lodami, ale najwidoczniej Gustavowi to się nie spodobało, bo pociągnął mnie w zupełnie przeciwną stronę, przez co runęłam na ziemię. Przed oczami miałam jakieś duże czarne buty. Super, fajnie. Podniosłam się i spojrzałam na kolesia. To był jakiś wielki goryl; umięśniony, wielki i zgolony na jeża.
- Cześć. - o dziwno ten kolo miał całkiem dziwny głos.
- Yyyy... hej - odpowiedziałam trochę zmieszana.
- Widzisz tamtego chłopaka w kapturze przy stoliku pod brązowym parasolem? - zapytał, a ja odwróciłam głowę i zobaczyłam jakiegoś chłopaka popijającego jakiś napój.
- No tak...
- Bardzo mu się spodobałaś i chciałby się z tobą umówić, podejdziesz do niego? - zapytał z nutką nadziei. Skinęłam delikatnie głową i zaczęłam iść w kierunku chłopaka.
- Hej, jestem Niall. - usłyszałam ciepły głos chłopaka.
- Łucja - podałam mu rękę. On tylko spojrzał na mnie jak na debila. No tak powiedziałam anglikowi imię, którego nawet nie powtórzy. Bardzo mądrze. - Lucy.
- Miło mi cię poznać. - powiedział kształtując swoje usta w uśmiech. - Umówisz się ze mną?
- No chyba nie.
- Jak to 'nie'?
- Normalnie, ja cię nawet nie znam.
- Kojarzysz One Direction? - skinęłam głową. - Śpiewam tam.
- Gówno mnie to obchodzi. - odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem. Odwróciłam się na pięcie i chciałam iść, ale drogę zagrodził mi ten goryl, a niejaki Niall złapał mnie za rękę. Przyciągnął do siebie i szepnął do ucha:
- Pójdziesz ze mną na tą jebaną randkę, czy ci się to podoba czy nie. - uśmiechnął się z satysfakcją, a ja spojrzałam w jego oczy. One są takie piękne. Najbardziej  niebieskie, jakie kidykolwiek widziałam. Ale były one przepełnione gniewem. - Słyszysz? Daj mi swój numer. Nie próbuj nie odbierać, ja cię znajdę. - przełknęłam głośno ślinę, a on znowu się uśmiechnął. Bałam się go, bałam jak nikogo innego. Podyktowałam mu numerki numery i chciałam wyrwać się z jego uścisku, ale był za silny. - Nie próbuj i tak nie dasz rady. - skomentował moje zachowanie i puścił. Spojrzałam na swój zaczerwieniony nadgarstek i spojrzałam na niego z łzami w oczach. On tylko wstał, przytulił mnie i wyszeptał nieme 'przepraszam'. Nie rozumiem, raz brutalny, drugi raz opiekuńczy. Fajnie się wkopałam, a to wszystko przez ten głupi spacer.

_______________________________________
No i jest już 8 rozdział. Uwielbiam was robaczki. Dziękuję wam za to, że macie ochotę czytać moje wypociny. Za każdy komentarz jestem ogromnie wdzięczna. Do zobaczenia :) :*

2 komentarze:

  1. Postać niala już mi się podoba :3 czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszka ty masz lepszego bloga odemnie kochana :*

    OdpowiedzUsuń