11 października 2013

Rozdział 2

     Sobota... Tak to wspaniały dzień, żeby się wyspać... Oczywiście, jeśli ktoś spać może. Prze całą noc nie zmrużyłam oka. Myślałam o mamie... Wspominałam te szczęśliwe i trudne chwile, ale czy były takie, czy takie ona zawsze była przy mnie, aż do tamtego cholernego dnia. Cały czas mam to przed oczami...
 
     #Wspomnienie
     
     Wracałyśmy z mamą z zakupów, było tak wesoło. Udało mi się namówić ją nawet na nową parę converse'ów. Śliczne, krótkie butki świetnie komponowały się z moimi szczupłymi i długimi nogami.
     Szłyśmy do domu popijając ulubione napoje; ja świeżo wyciskany sok pomarańczowy, a moja rodzicielka-gorącą kawę ze starbucks'a.
     I wtedy stało się to... Jakiś debil wyszedł z banku z wypchanym workiem. ''Pewnie forsę ukradł''-pomyślałam. Ale ten wstrętny typ zaczął uciekać i wyjął z kieszeni kurtki jakiś pistolet. Wtedy się przeraziłam... On... On zaczął strzelać do ludzi. Bez powodu... Przecież nikt mu nic nie zrobił. Łzy zaczęły zbierać się w moich oczach. Stałam jak wryta i patrzyłam jak ON zabija niewinnych ludzi. W porę się ogarnęłam i położyłam na zimnej, brudnej ziemi. Zdałam sobie sprawę, że nie ma ze mną mamy. Wołałam ją i rozglądałam się. ''Jest!''-pomyślałam i doczołgałam się do leżącego ciała rodzicielki. ''Nic ci nie jest mamo?''-zapytałam, ale odpowiedzi nie usłyszałam. Potrząsałam nią, ale na marne... ''Boże ten debil zabił mi matkę''-rozpaczałam i nie mogłam powstrzymać płaczu. Po pewnym czasie usłyszałam dźwięk syreny pogotowie. Ktoś zadzwonił. Bogu dzięki. Zabrali ją... Ale nie uratowali...

     #Koniec wspomnienia

     -Łucja, wstałaś?-usłyszałam dobrze mi znany głos.
     -Tak tato. Wejdź!-krzyknęłam wesoło i podniosłam się na łokciach.
     -Zrobiłem ci kanapki, są na stole w kuchni-twoje ulubione, z serkiem ze szczypiorkiem. A teraz idę do pracy. Nie narób bałaganu.-uśmiechnął się i cmoknął mnie w czoło. Odwzajemniłam uśmiech. Słyszałam potem jak tata zbiega ze schodów, a potem zamykanie drzwi wejściowych.
     I co ja mam ze sobą teraz zrobić? Co ja mogę robić w sobotę? Moment?! Czy ja właśnie powiedziałam ''sobota''?! Boże totalnie zapomniałam. Umówiłam się dziś z Kacprem na robienie kolczyka. Spojrzałam na wyświetlacz w telefonie... 13:00... Jezu długo mi się spało. No nic mam dwie godziny czas wstawać.
     Wyskoczyłam z łóżka i podreptałam niczym pingwin do łazienki. Przeczesałam ręką moje lśniące blond dredy i związałam je w koński ogon. Przemyłam twarz wodą i wytarłam ją aksamitnie miękkim, białym ręcznikiem. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i opuściłam łazienkę.
     Jak to w czerwcu-jest ciepło. Hmm...Wybrałam krótkie spodenki; czarną bluzkę na ramiączkach z głębokim wycięciem od pach w dół z nadrukiem szarego krzyża i szary staniko-top. Ubrałam się i już chciałam zacząć się malować, gdy usłyszałam burczenie brzucha. To zapomnijmy o makijażu, brzusio ważniejszy. Zeszłam do kuchni i wzięłam talerz z kanapkami. Kęs po kęsie i śniadanie zjedzone. Wzięłam kilka łyków wody truskawkowej i poszłam umyć zęby. Szorowałam je dokładnie trzy i pół minuty. Okej! To teraz make-up. Poszłam do toaletki w moim pokoju i usiadłam przed wielkim lustrem. Z pudełka wyciągnęłam tusz i eyeliner. Pierwsza kreska-idealna! Druga też niczego sobie. Przejechałam jeszcze czarnym tuszem po rzęsach i mogłam wychodzić. Wzięłam jeszcze z szuflady jakieś bransoletki, wsunęłam je na rękę i poszłam założyć buty.
     Białe convers'y dopełniały cały mój strój. Wyglądałam po prostu-idealnie! Sięgnęłam jeszcze po klucze i słuchawki, po czym wpakowałam je do kieszeni. Zamknęłam dom na cztery spusty i podłączyłam słuchawki do telefonu. Włączyłam Birdy-Skinny Love do odstresowania się i ruszyłam w głąb Warszawy.
     Jezu ile ludzi jest w tym mieście. To jakaś masakra jest. Nie da się w ogóle przejść. Szłam już mocno wkurzona, ale po jakimś czasie weszłam do salonu, gdzie dorabiał sobie Kacper. Jak tylko go zobaczyłam, podbiegłam do niego i przytuliłam najmocniej jak umiałam. On na początku był zmieszany i nie wiedział jak się zachować, ale chwilę potem odwzajemnił uścisk. Kiedy się uwolniłam, zrobiłam krok w tył i zaczęłam się szeroko szczerzyć.
     -To co jaki kolczyk dziś robimy?-zapytał roześmiany. Najwyraźniej rozbawiło go moje dziecinne zachowanie. Ale zbyt się tym nie przejęłam.
     -Tragusa!!!-krzyknęłam na całe gardło, przez to mój przyjaciel zaczął śmiać się jak opętany. Kiedy się ogarnął, usadowił mnie w fotelu i zaczął przygotowywać potrzebne przyrządy. Chwilę potem widziałam na stoliku obok: wenflon i jakieś preparaty. Po chwili zaczął wymachiwać mi jakimś pudełkiem przed samymi oczami. Nie wiedziałam, gdzie się patrzyć więc wydarłam się na niego, po czym dostałam pudełko w łapki. Były tak przeróżne  kolczyki; serduszka, okrągłe, trójkątne, gwiazdki; białe, czarne, niebieskie, różowe-no po prostu wszystkie.
     -Ten.-wskazałam palcem na skromną srebrną kuleczkę. Po czym pokazałam swoje zębiska. Włożyłam słuchawki do uszy-zawsze tak robiłam, jak robił mi kolczyki, to mnie odstresowuje. Zaczęłam machać nogami jak mała dziewczyna i po chwili czułam dotyk Kacpra na moim uchy. Zamknęłam oczy i zatraciłam się w świat marzeń-bez trosk i zmartwień; bez kłamsw i zwątpienia;bez...
     -Gotowe!!!-usłyszałam przez słuchawki głos Kacpra. Spojrzałam na niego jak na wariata. Szczerzył się jak małe dziecko, gdy ktoś da mu lizaka. Kochany. Zaśmiałam się i wyjęłam słuchawki. Podał mi lusterko i zaczęłam oglądać jego dzieło. Było na prawdę śliczne. Prześliczne. Wiedziałam, że jak kolczyki-to tylko u niego. Patrzyłam z dumą na przyjaciela. Wstałam i przytuliłam go bardzo mocno. On tylko się zaśmiał. Jezu, jak dobrze, że go mam. Jest jak brat. Najlepszy na świecie brat.
     -To ile jestem ci winna?-zapytałam spokojnie, chociaż wewnątrz bałam się, że będę musiała zapłacić jakąś cholernie wysoką cenę, prosiłam w myślach, żeby było góra 100zł.
     -Nic!-krzyknął mi prosto do ucha po czym odskoczyłam gwałtownie. Podeszłam do niego i uderzyłam pięścią w ramię. ''Debil''-pomyślałam, po czym sama się zaśmiałam. Nawet nie miałam siły się z nim kłócić-i tak nie weźmie kasy. Podziękowałam i wyszłam z salonu. Szczęśliwa opadłam na łóżko i rozmyślałam nad dzisiejszym po południem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz