13 października 2013

Rozdział 3

     Leżałam na łóżku myśląc o wszystkim i o niczym. Różne myśli przechodziły przez moją głowę. Szczerze mówiąc to sama ich nie rozumiałam. Najpierw mama, potem Karina, a za chwilę fioletowy kot z rogiem jednorożca, lecący przez kosmos na różowej deskorolce. Jedno jest pewny-powinnam się leczyć.
     Patrzyłam w biały sufit wyobrażając sobie swojego pierwszego chłopaka, tak mam 17 lat i jeszcze nie miałam chłopaka. Mam jeszcze czas. A jak nie to zostanę samotną babą z dwunastoma kotami. Wielka mi różnica...
     Z rozmyśleń wyrwała mnie melodia mojego dzwonka telefonu-''Skyscraper''. Delikatny głos Demi sprawia, że mam ciarki nawet na plecach. Nie odebrałam. Chciałam wsłuchać się w jej ciepły głos. Kolejny raz ktoś się do mnie dobija i jeszcze raz. Dobra koniec odbiorę ten cholerny telefon.
     -Czego?!-syknęłam wściekła. Nawet nie spojrzałam na wyświetlacz telefonu, słabo by był przypał gdyby to był tata.
     -Co nie odbierasz małpo?-usłyszałam po drugiej stronie słuchawki Karinę. Wyczułam w jej głosie podniecenie i...szczęście?
     -Nawet nie da się odpocząć po ciężkim dniu i już ktoś się dobija. Dobra o co chodzi?
     -JEDZIEMY DO LONDYNU!!!-krzyknęła tak głośno, że aż odskoczyłam.
     -Debilko nie drzyj tego ryja, za laryngologa mi będziesz płaciła.
     -Ciiiii...Nie czaisz tego, że jedziemy do LONDYNU? Do L-O-N-D-Y-N-U!
     -Ale jak to? Jezu jak sobie ze mnie jaja robisz to ci wpieprzę.
     -Dobra będę za 20 minut u ciebie. Zrób coś pysznego do jedzenia.-oho, przychodzi do mnie i jeszcze mam jej jedzenie robić, żeby się nie zdziwiła.
     -Oki, tylko ani minuty spóźnienia, bo cię nie wpuszczę.-odpowiedziałam, ze śmiechem i od razu się rozłączyłam, żeby nie słuchać jej zbędnej gadki.
     Dobra czas się zwlec, ale mi się tak nie chce. Pomocy... Dobra zamknij się i ruszaj dupsko. Tak jestem nienormalna, gadam do siebie w myślach...ale nikomu nie mówcie.Ciii. Więc w końcu wstałam, pościeliłam łóżko, włożyłam cieplusie kapciuszki na nogi i zbiegłam do kuchni. Co ja mogę zrobić tej idiotce? Jednym pociągnięciem otworzyłam lodówkę i wyjęłam mleko. Z szafki nutellę i z chlebaka chleb. Zaczęłam smarować pieczywo kremem i poukładałam kanapki na talerzu. Zrobiłam ich dośc dużo, bo Karina lubi zjeść. Zaśmiałam się do siebie, jak taka chudzina może tyle jeść? To nie logiczne.
     Nalałam mleko do szklanek i zanosłam posiłek do salonu. Postawiłam na stole, włączyłam telewizję i czekałam na przyjaciółkę.
     Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Nie ma co oglądać. Eh...przełączyłam na kanał muzyczny i nuciłam sobie piosenki, które leciały z głośników telewizora. Nagle coś przykuło moja uwagę. Niejaki zespół One Direction z piosenką Best Song Ever. W sumie to nawet fajna ta nuta. Zaczęłam skakać po kanapie jak mała dziewczynka. Nagle usłyszałam śmiech. To śmiech Kariny. Jezu zapomniałam, że ta idiotka nigdy nie puka. Spojrzałam na nią i zobaczyłam jak leży na dywanie cała czerwona. Szybko zeskoczyłam z sofy i skoczyłam na nią z wyciągniętymi rękoma. Łaskotałam ją póki sił mi nie zabrakło. Po kilku dobrych minutach zeszłam z mojej ofiary i poszłam na moje poprzednie miejsce. Po krótkiej chwili dołączyła do mnie Karinka. Spojrzałam na nią z miną złoczyńcy, a ona walnęła mnie pięścią w ramię.
     -Dobra gadaj wszystko co wiesz, bo mnie ciekawość zżera.-wypaliłam po minucie.
     -No więc-mówiła biorąc kęs za kęsem zrobionych przeze mnie kanapek-wiesz, że mój tata pracuje w biurze podróży, tak?
     -Noo...
     -No i siostra twojego taty mieszka i ma swój własny dom w Londynie, tak?
     -Noo...
     -No więc nasi ojcowie się spotkali, obgadali wszystko i załatwili nam całe, dwumiesięczne wakacje w naszym raju. CZAISZ TO?! JEDZIEMY DO LONDYNU! JEDZIEMY DO LONDYNU!-zaczęła skakać jak ja wcześniej i śpiewać tą jakże urocza pioseneczkę.
     -Ale kiedy? Jak?
     -No zakończenie roku mamy za tydzień o 9:00 i w ten sam dzień o 15:30 samolot do Londynu. Więc musimy się spakować i od razu z walizkami jechać do szkoły. Moja mama i tata i twój tata zawiozą nas na lotnisko, a potem radzimy sobie same. Wchodzisz w to?-zapytała z tak wielkim uśmiechem na tym jej pięknym ryju, że się oprzeć nie dało.
     -Jeszcze pytasz? Tylko musimy iść jeszcze na zakupy i w ogóle...
     -No co ty?-zapytała, jakby mówiła do jakiegoś debila, biorąc łyk zimnego mleka.
     -Wypchaj się!-odgryzłam się i posłałam wrogie spojrzenie.
     -I tak mnie kochasz! Bo mnie wszyscy kochają.-zaśmiała się i pokazała swoje zębiska.-No dobra to ja spadam. Jutro o 12:00 na zakupy. Masz być pod centrum PUNKTUALNIE. Czaisz? P-U-N-K-T-U-A-L-N-I-E!
     -Postaram się.-odparłam i poszłam odprowadzić ją do drzwi. Przytuliłyśmy się i wyszła.
     O Jezu, jak się jaram. Jadę do Londynu! Moje marzenie nareszcie się spełni! TAK! TAK! TAAAAK! Nie mogę się doczekać... Od małego chciałam tam jechać. Zobaczyć Big-Ben'a. Wsiąść do London Eye. A najważniejsze to rozmawiać z ludźmi po angielsku. Jak ja kocham ten język. Mogłabym go słuchać dzień w dzień i jeszcze dłużej!
     Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Tata! Jezu jak ja mu podziękuję?
     -Łucja! Wró...-nie zdążył dokończyć, bo wskoczyłam mu w ramiona.
     -Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Kocham cię najbardziej na świecie. Dziękuję!-krzyczałam mu do ucha i słyszałam jak chichocze.
     -Nie ma sprawy Lulu.-o Jezu, jak ja nienawidzę, gdy on mówi do mnie Lulu. Grrr. Dobra jakoś to zniosę.-Nieźle się uczyłaś w tym roku. Należy ci się. Jutro też idę do pracy, zostawię ci rano pieniądze na stole w kuchni. Pewnie chcesz sobie coś kupić.-powiedział i ułożył swoje usta w uśmiech.-A tak na marginesie, pokaż mi kolczyka!
     Przybliżyłam się do niego i odgarnęłam blond dreda z ucha, ukazując małą, srebrną kuleczkę. Widziałam, że się uśmiecha. Również to zrobiłam. Miałam bardzo dobre kontakty z tatą. Często się kłócimy, a nawet bardzo. Tak, bardzo często. Ale nie zamieniła bym go na żadnego innego człowieka. Wzięłam swoja szklankę z mlekiem z salonu i w podskokach poszłam do swojego pokoju. Włączyłam radio i położyłam się na dywanie. Wyobrażałam sobie jak idę bo ulicach Londynu, jak wsiadam do czerwonego autobusu i jadę...gdzieś. Nie wiadomo gdzie, jadę bo jestem wolna, wolna jak ptak.
     Po jakiejś godzinie rozmyśleń wstałam z mięciutkiego, cieplusiego dywanu i poszłam umyć zęby. Zmieniłam jeszcze strój i wgramoliłam się do łóżka, biorąc z biurka laptopa. Odpaliłam go i włączyłam facebook'a. Nic ciekawego. Zresztą jak zwykle. Oho, jedno powiadomienie. ''Karina Franek: Tak, tak, tak! Na wakacje do Londynu!-z Łucja Czajkowska''. Dałam lajka i wylogowałam się. Włączyłam sobie ''Salę Samobójców'', zatracając się w historię Dominika.

____________________________________________________________
Kocham pisać ♥ Dzięki za tyle wyświetleń robaczki. Ładnie proszę o komentarze :-)

1 komentarz: