Biegłam coraz szybciej i szybciej. Torby z zakupami przeszkadzały
mi w tym, ale nie chciałam się poddać. Nie wiedziałam po co on mnie
goni. Czy chce mi coś zrobić, czy nie. Z jednej strony może na przykład
powiedzieć, że coś zgubiłam. Ale z drugiej - zaciągnąć mnie w jakiś
zakamarek i nie wiadomo co potem. Zdecydowałam, że pobiegnę najszybciej
jak mogę. Już dostałam kolki, ale słyszałam tajemniczego gościa. Kurde
on się na mnie uwziął. To mnie przeraża.
Ostatni suseł i
jestem pod furtką. Pociągnęłam za jej klamkę i popchnęłam. Weszłam na
posesję i jednym pchnięciem zamknęłam wejście. Podeszłam do drzwi
wejściowych i pociągnęłam za klamkę. No super - zamknięte. Kocham mój
fart. Upuściłam wszystkie torby na ziemię i zaczęłam szukać klucza.
Jedna kieszeń - nie ma; druga - też; trzecia - to samo; czwarta... - też
nie ma. Jezu zgubiłam klucz. No pięknie. Zaraz przyjdzie tu jakiś
zboczeniec i mnie zgwałci, a ja nie mogę się dostać do własnego domu.
Świetnie. Zaczęłam szukać na dróżce przebiegającej od furtki do schodków
przy drzwiach wejściowych. Nigdzie ich nie ma. Jezu tata mnie zabije i w
dupę pojadę, a nie do Londynu. Super, genialnie...
Siedziałam
tak i siedziałam i siedziałam, gdy nagle uświadomiłam sobie, że jak
gdzieś wychodzę, to nie zabieram ze sobą klucza. Zwykle chowam go do
doniczki z zielona żabką. Weszłam na stopień i włożyłam rękę do
doniczki. I co? I jest? Jaka ja jestem głupia. To jest aż nierealne. Ale
cóż, z głupota trzeba się urodzić.
Weszłam do domu i
dokładnie go zamknęłam. Wbiegłam do swojego pokoju, zdejmując wcześniej
buty. Torby rzuciłam gdzieś w kąt i rzuciłam się na łóżko. Myślałam nad
tym typem i powoli zsunęłam się na miękki dywan. Patrzyłam w sufit i
śmiałam się sama do siebie. Nie wiem z czego. Tak - po prostu. W pewnej
chwili coś za wibrowało mi w kieszeni. 'Sms' - pomyślałam i wydobyłam
komórkę. Byłam sama w domu, więc czytałam na głos: 'Od Kacpereek : Hej,
szedłem dziś za tobą, potem przyspieszyłaś i zaczęłaś biec, więc ja też.
Pytanie: przed czym uciekaliśmy? :( :*'. O nie wierzę! Jaki debil.
Zabiję go chyba. Jak tak można mnie straszyć? Głupek jeden. Nie
wiedziałam co odpisać. Udało mi się tylko wystukać: 'No ja tam uciekałam
przed jakimś typem ubranym na czarno, ale widziałam, że jacyś
Dementorzy byli za tobą :) <3'.
Rzuciłam telefon na podłogę i
energicznie się podniosłam. Zjechałam na poręczy, która ciągnęła się
wzdłuż schodów i weszłam do kuchni. Nalałam sobie soku pomarańczowego i
wyszłam z kuchni. Ale mam farta dziś. Mmm... Nie ma to jak wylać sok
pomarańczowy na świeżo umytą podłogę. Brawa dla mnie. Wzięłam szybko
jakaś ścierkę i zaczęłam wycierać napój. Przejechałam szmatką po powierzchni ostatni raz i poszłam wypłukać ściereczkę.
Podreptałam stromymi schodkami do piwniczki w poszukiwaniu walizki. Nie
obeszło się bez pisków na widok pająka i wejścia w wielką, białą, lepka
pajęczynę. Nienawidzę tego. Ohyda. Rozglądałam się po pomieszczeniu i w
końcu wypatrzyłam skarb, po który przyszłam. Błękitna walizka bardzo
rzucała się w oczy. Tylko, że był jeden problem. Nie mogłam się do niej
dostać. Wszędzie stały pudła wypełnione przeróżnymi rzeczami. Od książek
- po kołowrotki wędkarskie. Weszłam w głąb pudeł i zaczęłam się między
nimi przepychać. W pewnej chwili zachwiałam się i upadłam... wszystkie
pudła spadły na mnie. Pisnęłam jak małą dziewczynka, skoczyłam na równe
nogi i łapiąc za rączkę walizki, która była tuż obok mnie - wybiegłam
przerażona z tego strasznego miejsca. Zostawiłam walizkę w przedpokoju i
poszłam jak najszybciej pod prysznic. Zdjęłam z siebie ubranie i
weszłam pod ciepłą wodę wpływającą z prysznica. Nalałam na rękę szampon i
zaczęłam dokładnie myć dredy. Zajęło mi to trochę czasu. Zresztą zawsze
tak robię, chcę, aby był piękne, mocne i lśniące. Potem je dokładnie
wypłukałam i wyszłam spod ciepłej wody. Okryłam się białym, aksamitnym
szlafrokiem, a włosy zawinęłam w turban.
Kiedy już się
wytarłam, założyłam czarne szorty i jakąś luźną bluzkę. Jak zwykle
wieczorem włączyłam sobie jakiś film. Przyniosłam jeszcze z kuchni
czipsy i colę i weszłam do łóżka. 'Nie idę jutro do szkoły. Nie chcę mi
się. Tata zrozumie. Pójdę na zakończenie.' Uśmiechnęłam się sama do
siebie i odpaliłam romansidło. Po 10 minutach ktoś do mnie zadzwonił,
więc musiałam wyłączyć film.
- Halo? - zapytałam trochę zaspanym głosem, nie wiem dlaczego taki był... dziwne.
- Lu? - usłyszałam głos mojej Karinki, był jakiś... zrozpaczony?
- Co się stało skarbie? - z każdą chwilą martwiłam się coraz bardziej.
- Bo...
- Bo?
- Bo ja chyba z tobą nie pojadę...
- Co? Jak to? Dlaczego?
-
Przepraszam... - rozłączyła się, a ja usłyszałam pikanie telefonu. Nie
mogę tak tego zostawić. Ubrałam dresy i wybiegłam z domu. Truchtałam aż
do domu przyjaciółki. Zajęło mi to dokładnie 15 minut. Nowy rekord.
Zapukałam grzecznie i w drzwiach ukazała się szczupła sylwetka mamy
mojej przyjaciółki.
- Dzień dobry - powiedziałam z wielkim uśmiechem - jest Karina?
- Jest, ale nie wiem czy jest chętna do rozmowy.
- Spróbuję - powiedziałam pewna siebie i weszłam do domu. Zdjęłam buty i podreptałam do pokoju przyjaciółki.
*PUK PUK*
- Nie chcę nikogo widzieć. - syknęła do drzwi.
- Karinka to ja...
- Po coś przyszła?
- Wpuść mnie, proszę... - usłyszałam tylko dźwięk przekręcającego się zamka w jej drzwiach i weszłam do pomieszczenia.
- Kochanie, co jest?
- No bo ja chyba nie pojadę... - na jej twarzy zagościł smutek.
- Czemu słońce? Mów wygadaj się, lepiej ci się zrobi. - obdarzyłam ją uśmiechem i przytuliłam do siebie.
- To może śmieszne, ale ja...
_______________________________________________________
Nareszcie rozdział piąty ♥ Dziękuję za tyle wyświetleń i komentarze:-) Jeśli przeczytałaś, pozostaw po sobie komentarz. To motywuje :-)) ♥
Super <3 ciekawość mnie zżera co do 6 rozdziału O.o więc czekam na next :)
OdpowiedzUsuń